Bakłażany i inne historie

Posted by in Blog, Kuchnia

Dzisiaj więcej niż jeden przepis. Po pierwsze przepis na ŚRODĘ IDEALNĄ: wstać rano, wyjrzeć przez okno, zobaczyć słońce, szeroko się uśmiechnąć, zjeść szybką owsiankę, wsiąść na rower i ruszyć na środowy targ. Mojej miłości do wszelkiego rodzaju bazarów i targów powinnam poświęcić osobny post, ale dzisiaj krótko: uwielbiam targi (jak nie trudno się domyślić, to również wzięło się z moich pobytów we Francji  – tak jak tarty). Lubię zakupy na targu nie tylko ze względu na zdrową, lokalną żywność, świeże warzywa i owoce, ale również (a może przede wszystkim) ze względu na atmosferę pogaduszek, uśmiechów, czasem krzyków i przekrzykiwań,  zaproszeń do spróbowania, wybierania, oglądania i wąchania.  Jechałam z dosyć krótką listą zakupów: bakłażany, papryka, pomidory, ser kozi, mozzarella – wszystko czego nie miałam, a co potrzebne jest do kolejnego dzisiejszego przepisu, ale o tym za chwilę.

Idąc główną alejką zobaczyłam, że jeden ze sprzedawców ma moje ulubione jabłka. Jabłek nie było na liście zakupów, ale nie mogłam się oprzeć. Nie chcąc nadwyrężać rowerowego koszyka kolejnym kilogramem, poprosiłam pana Heńka o dwa jabłka (tak naprawdę nie wiem jak miał na imię, ale wyglądał – słowo daję – na Heńka, poza tym był tak miły, że nie może zostać bezimiennym panem sprzedawcą). Miło się uśmiechnął i wybrał dwa największe. Podając pięciozłotówkę, słyszę: „Na zdrowie! A pieniążki proszę schować”. I dorzucił jeszcze jedno. Oczywiście w pierwszej chwili nie zgodziłam się na taki układ, ale pan Heniek tak bardzo upierał się przy swoim, że nie pozostało mi nic innego jak obiecać, że następnym razem też przyjdę i kupię więcej. Jejku, taka mała rzecz, a tak miło!

Przepis numer 2: faszerowane BAKŁAŻANY. Przepis Michała, poznany w Rumunii. Oryginalnie z kozim serem, ale dla niejadków można zastąpić go fetą. Przepis w trochę innej formie, mam nadzieję, że Wam się spodoba! Do dzieła!

P1200930